Oglądając choćby stare filmy, czytając stylizowane książki czy słuchając opowieści starszych ludzi, można spostrzec, że jeszcze kilkadziesiąt lat temu kino było prawdziwym luksusem, na które nie wszyscy mogli sobie pozwolić. U początków kina ekskluzywne, kameralne sale dostępne były tylko dla elit społecznych. Jakość filmów nie była rzecz jasna najlepsza, ale nie to było najważniejsze. Najważniejszy był klimat tamtych wieczorów, dym unoszący się z cygar i drogich fajek, atmosfera jedności… W tamtym okresie „kino” znaczyło „kultura”, „sztuka”. Kiedy porównamy to z dzisiejszym światem filmów, różnicę widać kolosalną. Ludzie obecnie przychodzą do kina, najczęściej po to, by po prostu się zrelaksować przy jakimś kasowym hicie. Również kultura osobista często daje tu do myślenia i nie chodzi tylko o brak eleganckich strojów, klimatu, ale i często ordynarne zachowanie na sali kinowej. Co się stało z kinem? Czy wróci do dawnej świetności? To zależy tylko od nas – szarych konsumentów.
Kino od zawsze było niemownie dzielone na „komercyjne” i „niezależne”. To pierwsze nastawione jest na zyski, to drugie – kieruje się bardziej w stronę odbiorcy. Jak nazwa wskazuje jest „niezależne” finansowo, może więc pobudzać do myślenia. Świat filmu coraz bardziej jednak ulega komercjalizacji i trzeba to otwarcie przyznać. Obecnie idąc do kina, rzadko się zdarzy, byśmy nie trafili na coś komercyjnego. I nic dziwnego. Kino też chce zarabiać, a większość z nas i tak za dobry, wartościowy film będzie uważać „Piratów z Karaibów”, nie tylko ze względu na efekty specjalne, czy muzykę, ale przede wszystkim przez… komercję. Filmy takie, tworzone przede wszystkim dla pieniędzy, stanowią kino, przy którym nie trzeba zbyt wiele myśleć. Człowiek jest karmiony czystą rozrywką i przy tej rozrywce ma się zrelaksować. Na to nastawione jest kino komercyjne. I temu właśnie najczęściej się poddajemy. Zapewne komercjalizacja kina będzie ciągle szła do przodu – obecnie niemal wszystko nastawione jest na zysk.