Od początku historii dziesiątej muzy, kino produkowało filmy. To była jego główna rola i forma zarobku. Gdy jednak w okolicach lat 60. i 70. w USA i Wielkiej Brytanii zaczęły powstawać pierwsze seriale, świat dosłownie oszalał na ich punkcie. Były one dedykowane przede wszystkim nie – jak filmy – elitarnym kręgom społecznym, lecz „zwykłym”, szarym obywatelom, a szczególności obywatelkom, „kurom domowym”, tak byśmy dzisiaj rzekli. Filmy zaczęły schodzić na dalszy plan, gdy w telewizji zaczęto emitować „Dynastię” czy „Dallas”. Oczywiście, nadal mnóstwo ludzi wybierało kino, nie odgrywało ono jednak już tak ważnej roli, jak kiedyś. Świat, a przede wszystkim kultura masowa również dzięki serialom zaczęła zamieniać swoje oblicze. I seriale zostały w modzie do dziś. Któż z Polaków nie obejrzał choćby jednego odcinka sagi o słynnych Mostowiakach, czy nie wpadło w trans dzięki oglądaniu zagranicznych „tasiemców”? Seriale to jakby filmy, tyle że rozciągnięte na kilkadziesiąt czy kilkaset odcinków.